środa, 27 listopada 2013

Psychodeliczny spacer myśli.

Obiecałam, że zrobię zestawienie (moim zdaniem) najciekawszych warszawskich klubów i owszem druga część posta będzie poświęcona właśnie temu tematowi. Jednak tak bardzo chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami w kontekście jednej z ważniejszych życiowych kwestii, a mianowicie straty.  Dla każdego z nas pojęcie "strata" ma inne znaczenie. Jedni odczuwają ją gdy zgubią pięćdziesiąt złotych lub kosmetyczkę, niektórzy ubolewają nad śmiercią psa czy chomika. A co jeśli przyjdzie nam stracić ludzi, którzy są dla Nas ostoją życiową, rodziną, przyjacielem, miłością....? Może tylko dla mnie jest to zastanawiające, bo sama w swoim życiu nie straciłam nikogo dla mnie ważnego (na pewno nie w taki sposób, bym wiedziała, że już nigdy go nie zobaczę). Znam wielu ludzi, w niektórych przypadkach są to moi bliscy znajomi, którzy w swoim życiu stracili rodziców, dziadków a nawet rodzeństwo. Przełomowym momentem w moim życiu był pogrzeb ojca mojej koleżanki z podstawówki (chyba w czwartej klasie). Ją znałam bardzo dobrze, jej ojca widziałam może ze trzy razy. To jednak nie miało znaczenia. Widziałam jak moja koleżanka, jeszcze wtedy dziecko, wije się (i to dosłownie) za trumną, która była wnoszona do kościoła. Płacz nie był tylko płaczem, był krzykiem rozrywającą ją od środka, który przewracał ją co kilka metrów, choć była podtrzymywana przez innych ludzi. Jeden moment - zawał, wypadek, jeden głupi ruch i człowiek znika. Śmierć jest dla nas wielką niewiadomą, możemy znać aspekty fizyczne, aczkolwiek duchowe pozostaną wieczną zagadką. W biegu życia zapominamy o tym, żeby troszczyć się o osoby na których Nam zależy, problemy rozwiązywać, pokonywać przeszkody, stawiać czoła wyzwaniom... Bo co jeśli obudzimy się pewnego poranka, a drugiej osoby już nie będzie, co jeśli nie zdążymy wybaczyć, powiedzieć czegoś co zawsze ciążyło Nam na sercu...? Nie da się cofnąć czasu (każdy przekonał się o tym na własnej skórze i nad tym ubolewał), każdy dzień przemija bezpowrotnie, więc spieszmy się łapać każdą chwilę (jakby głupio by to nie zabrzmiało). Śpieszmy się kochać, śmiać się i płakać, bo nigdy nie wiadomo jaki życie napisało Nam scenariusz.



ZESTAWIENIE MOICH ULUBIONYCH KLUBÓW W WARSZAWIE :

(kolejność nie jest tutaj ważna)


1..WATCH ME 
2. TYGMONT
3. GLAM CLUB
4. ORGANZA 
5. KLUB STEREO
6. CAPITOL 
7. KLUB PARK 

wtorek, 19 listopada 2013

Więcej życia!


A żeby nie było nudno, filozoficznie, patetycznie dziś dla Was JA, trochę bardziej energiczna! Jako studentka pierwszego roku, jestem nawet zobowiązana korzystać z życia studenckiego i co tu dużo mówić.... imprezowania! Sama się sobie dziwię, że po tych kilku miesiącach (łącznie w wakacjami) niektóre miejsca w Warszawie w ogóle mi się nie znudziły (a do niektórych nie weszłabym drugi raz!). I o tym dzisiaj krótko i na temat - o warszawskich pubach. Miałam zrobić jednego posta w połączeniu z opisem warszawy klubowej, aczkolwiek byłoby tego po prostu za dużo. Moja ocena jest oczywiście subiektywna, bo każdy ma inne gusta muzyczne (chyba najbardziej istotne), lubuje się w różnych  klimatach i wystrojach! Ale odwiedzajcie i przekonajcie się sami czy mam choć troszeczkę racji czy nie ;)




1. SHOT BAR MAKULATURA
Jeden z moich ulubionych pubów w Warszawie, choć nie jest to miejsce w którym można spokojnie porozmawiać. Makulatura zachęca wspaniałą lokalizacją (na tyłach Chmielnej), tanimi shotami (3zł), przyjemną atmosferą, możliwością płatności kartą (od 10 złotych). Lokal jest otwarty każdego dnia do 3.00 w nocy, więc nie musimy obawiać się, że zaraz będziemy musieli wychodzić. Polecam "na szybko" albo w większej grupie znajomych, ponieważ wieczorami około 23 (głównie w weekendy) bywa bardzo głośno i tłoczno ( nie ma jednak problemu ze znalezieniem stolika).

2. ZAKĄTEK
Nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć kolejną fajną miejscówkę. Zakątek jest oddalony od Makulatury o niecałe 100 m. Atmosfera jest tam bardziej kameralna, szefem jest przesympatyczny trochę grubszy pan (więc nawet jak ktoś Cię potrąci i upuścisz piwo, drugie dostaniesz na free!). Lokal otwarty do godziny 2.00 każdego dnia, kartą można płacić od 20 zł. Polecam w tygodniu orientować się w promocjach. Jedzenia tutaj nie znajdziecie, co najwyżej paluszki czy chipsy. Polecam do posiedzenia i pogadania ze znajomymi ; muzyka klimatyczna (rock, pop, jazz ze starych lat). 

3. W OPARACH ABSURDU 
Ząbkowska, 3 minuty od dworca wileńskiego. Piętrowy lokal, zrobiony w klimacie retro, z dużymi oknami na całą ścianę. Wybrałam się tam na meeting ze znajomymi i byłam mile zaskoczona. Przemili barmani, którzy doradzą Ci w wyborze piwa (a jest tego sporo) czy drinka (nie są wcale drogie!). Kartą można płacić bez limitu, dostępne jest jedzenie - mi rzuciły się w oczy pierogi, oraz nachosy (próbowałam i polecam). Pub posiada palarnie, ale mimo wszystko zachęcam do  wychodzenia na zewnątrz. W pubie bywają występy na żywo. Lokal jest czynny do godziny 2.00 każdego dnia. Jeśli chcecie przyjść większą grupą radzę zarezerwować wcześniej stolik. Bardzo miło wspominam wizyty w tym pubie i wszystkim gorąco polecam!

4. PO DRUGIEJ STONIE LUSTRA
Kolejny lokal na Pradze Północ. Mieści się przy ulicy Jagielońskiej i można go łatwo przegapić, ponieważ na zewnątrz nie wyróżnia się zupełnie niczym. Dopiero kiedy otworzymy drzwi i zejdziemy na dół poczujemy klimat lokalu. Przyciemniane światła, kanapy oraz oddzielne stoliki, jedna ze ścian wyłożona kapslami od piwa. Lokal serwuje piwo lane, drinki oraz na prawdę ogromny wybór piw butelkowanych (nie dostępnych w zwykłych sklepach!). Minusem jest to, że nie można płacić kartą, co dla niektórych jest bardzo uciążliwe. W pubie grają muzykę rockową (głównie) i jest stosunkowo cicho, dlatego można spokojnie rozmawiać nie zdzierając sobie strun głosowych. W tej niepozornej miejscówce odbywają się występy na żywo, możemy spotkać się różnymi promocjami (dlatego warto śledzić lokal na fejsie!).

5. PAWILONY NA TYŁACH NOWEGO ŚWIATU
Nie będę pisać o każdej knajpie, która znajduje się w obrębie pawilonów. Każdy lokal jest inny (nowoczesny, retro, glam rock). Jest to zestawienie małych knajpek koło siebie, więc możecie śmiało zmieniać je przez całą noc. W większości z nich można płacić kartą, a jeśli nie to 100m dalej jest bankomat. W pawilonach znajduje się knajpa z chińskim jedzeniem jeżeli bylibyście głodni. Polecam przejść się w to miejsce, ponieważ każdy znajdzie tam coś dla siebie i na pewno nie będziecie się nudzić.

6. PUB  BOLEK
Zamiłowanie to tego miejsca przyszło niespodziewanie i silnie. Nie dość, że można dobrze zjeść i wypić to jedną z atrakcji jest moje ukochane karaoke. Od kiedy byłam tam pierwszy raz i to przypadkiem (siedząc w parku i słysząc muzykę!), odwiedziłam to miejsce jeszcze 3 razy. Wybór piosenek jest bardzo duży, niestety trzeba poczekać jakieś 30 min na swoją kolejkę (w zależności od ilości osób!). Piwo w cenie standardowej 10 zł (ale nie można płacić kartą!), jedzenie od żeberek po pizze w przystępnych cenach. Szybka obsługa. Nic dodać nic ująć.


Jest to kilka miejsc, które polecam najbardziej, z mojego doświadczenia są na prawdę ciekawe i  jeszcze się na nich nie zawiodłam. W następnym poście KLUBY. Będzie zabawnie, miłego dnia :)


poniedziałek, 18 listopada 2013

"Potem pomyliliśmy peron..."

 "Nie można dać drugiej osobie, 
  Nic cenniejszego, 
  Niż powód do uśmiechu." 

 Czym jest chwila w porównaniu do wieczności? Niczym. Ale to te chwile w naszym życiu tworzą naszą wieczność. Nas jako ludzi. Jesteśmy zagubieni między tym czy się spieszyć, biec, czy iść powoli. Usłyszałam od kogoś ostatnio, że życie jest za krótkie żeby się dystansować, żeby unikać szczęścia.... . Wszystko dzieje się tylko raz, każdy deszcz, każde spojrzenie, każda noc jest inna, mimo że wydaje Nam się, że bywają takie same. I w takim właśnie kontekście chciałabym Wam przedstawić mnie obecnie, tą samą, a tak zmienioną. Patrzę na ludzi i myślę, że tak wiele by chcieli zrobić dla siebie dla innych, mają takie cudowne marzenia, a każdego dnia się z nimi mijają.... Ale nic w życiu nie jest takie proste. Najważniejsze to nigdy się nie poddawać, bo jeśli będziemy w życiu podążać za czymś co kochamy nic nigdy nie będzie w stanie nas zniszczyć, nas samych, naszych marzeń, naszego szczęścia....


 Dziś trochę o osobie, która mnie inspiruje (biorąc pod uwagę, że w całym swoim życiu nie osiągnę tego co ona!). Kobieta, której gra aktorska, której głos towarzyszyły mi od najmłodszych lat. Siła jej głosu wzbudza we mnie wszystkie emocje - smutek, tęsknotę, miłość, radość..... . Wszystko co jest we mnie takie wrażliwe, piękne i naturalne zawdzięczam mojej najlepszej nauczycielce.... Przed Wami Barbra Joan Streisand.



 
 
 


 Moje ukochane musicale i filmy w których możecie zobaczyć tą cudownie uzdolnioną kobietę to miedzy innymi : 
+ Funny Girl
+ Funny Lady
+ Yentl 
+ The Mirror Has Two Faces
+ A star is Born


 



poniedziałek, 4 listopada 2013

Cienka czerwona linia.


 Dawno nie pisałam i były już momenty gdy myślałam, że więcej tu nie napiszę. A jednak. Nie można zapominać o tym co jest dla Nas ważne, co nas buduje, co sprawia, że jesteśmy w stanie iść dalej mimo przeciwnościom losu. Wiele się działo (jak zawsze - dobrego i złego) dlatego moja wena, słowa, myśli były ukryte gdzieś głęboko na dnie mojej duszy (o ile ona w ogóle istnieje). W moim życiu nadszedł jesienny czas zmian. Ostatnio rozmawiając z pewną osobą, szczerze, z rozwiązanymi językami z powodu wypicia sporej ilości napojów wyskokowych, uświadomiłam sobie jaką jestem szczęściarą (mimo tego, że ciągle coś gubię, wylewam, potykam się, staje się lekko bezbronna, łatwo zraniona). Ktoś uświadomił mi jakie mam szczęście mając jakieś pasje, cele, marzenia - choć tak bardzo odległe. Ja mogłabym odpowiedzieć : - "stary nawet nie wiesz jaka to jest udręka mieć tyle marzeń i pasji, że nie wiesz od czego zacząć". I tak jest ze mną, wszystko po trochu, z rezerwą, szybko. Niemoc podjęcia decyzji co tak na prawdę stoi na pierwszym miejscu bywa nieznośna. Kolejna osoba powiedziała, że jestem zbyt niecierpliwa, zbyt szybko podejmuję decyzje - czego później żałuje, że czasami lepiej mieć realne marzenia, twardo stąpać po ziemi, powoli. Ale to cała ja. Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony. Live fast, die young. Po rozmowach z wieloma ciekawymi ludźmi, doszłam do wniosku czego tak na prawdę chce i będę starać się to osiągnąć, wraz z wieloma pobocznymi marzeniami. Wy jeszcze nie wiecie co to jest, ale obiecuję, że Was nie zawiodę :)

Ostatnio jesienną porą "lubię się schować na jakiś czas" więc zaczęłam odnawiać pewne tytuły filmowe. I cztery z nich, którą bardzo lubię, chciałabym Wam polecić.


Genialna ekranizacja ukazująca życie sławnego artysty jazzowego, bluesowego, który swoją karę rozpoczął w latach 50tych. Każdy kojarzy go z tego, że był ślepy, ale nie każdy zna jego prawdziwą historię. Nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami takiej muzyki film "Ray" będzie dla was niezwykłą przygodą.
Prince ze swoją piosenką "Purple Rain" zawsze był w moim sercu, do tego stopnia, że stwierdziłam, że mogłaby ona być grana na moim pogrzebie. Dlatego właśnie postanowiłam obejrzeć film o tym samym tytule. Fabuła nie jest zbytnio oryginalna (chociaż pewnie powiedziałabym co innego widząc ten film w roku premiery), ale muzyka i sama oryginalność Princa bardzo mnie przekonały. W szczególności przedostatnia scena jest jedną z moich ulubionych - obejrzyjcie przekonacie się o czym mówię :)

Johny Cash i jego historia. W tych kilku słowach możemy streścić o czym jest "Spacer po linie". Powiem szczerze, że mimo furory jaką w swoim czasie zdobył Cash ze swoją muzyką jakoś nigdy nie byłam do niej przekonana. Może po prostu country nie jest dla mnie - możliwie, ale zawsze byłam ciekawa tego filmu. I nie zawiodłam się. Genialna gra Joaquina Phoenixa, który jest przystojniejszy niż Cash w rzeczywistości (no tak Kudła tylko o jednym) i jego filmowej partnerki Reese Wherspoon. Historia mnie urzekła i jestem pewna, że nie raz jeszcze wrócę do tego filmu.
Ostatni - mój faworyt. Choć nie jest to film biograficzny ani nie ma w nim sławnych gwiazd rocka. Ten film (a znam go od kilku lat) pomógł mi uwierzyć w marzenia. Nie będę streszczać wam jego fabuły, bo jest to bez sensu. Chcę wyrazić sentyment, który mam do tego filmu, do muzyki, pisania o niej - tworzenia. Dzięki temu filmowi chciałam kształcić się w kierunku dziennikarstwa muzycznego (i w sumie mi się to udaje!). Bez ściemy mogę powiedzieć, że jest to jeden z moich ukochanych filmów i nie wiem czy to się kiedykolwiek zmieni.   



Dzisiaj krótko i na temat. W następnych postach relacja z warszawskich wydarzeń kulturalnych z zeszłego  tygodnia. Dużo muzyki i wiele wiele uczuć jak to przystało na Kudłę. A teraz miłego dnia i do następnego :)