poniedziałek, 4 listopada 2013

Cienka czerwona linia.


 Dawno nie pisałam i były już momenty gdy myślałam, że więcej tu nie napiszę. A jednak. Nie można zapominać o tym co jest dla Nas ważne, co nas buduje, co sprawia, że jesteśmy w stanie iść dalej mimo przeciwnościom losu. Wiele się działo (jak zawsze - dobrego i złego) dlatego moja wena, słowa, myśli były ukryte gdzieś głęboko na dnie mojej duszy (o ile ona w ogóle istnieje). W moim życiu nadszedł jesienny czas zmian. Ostatnio rozmawiając z pewną osobą, szczerze, z rozwiązanymi językami z powodu wypicia sporej ilości napojów wyskokowych, uświadomiłam sobie jaką jestem szczęściarą (mimo tego, że ciągle coś gubię, wylewam, potykam się, staje się lekko bezbronna, łatwo zraniona). Ktoś uświadomił mi jakie mam szczęście mając jakieś pasje, cele, marzenia - choć tak bardzo odległe. Ja mogłabym odpowiedzieć : - "stary nawet nie wiesz jaka to jest udręka mieć tyle marzeń i pasji, że nie wiesz od czego zacząć". I tak jest ze mną, wszystko po trochu, z rezerwą, szybko. Niemoc podjęcia decyzji co tak na prawdę stoi na pierwszym miejscu bywa nieznośna. Kolejna osoba powiedziała, że jestem zbyt niecierpliwa, zbyt szybko podejmuję decyzje - czego później żałuje, że czasami lepiej mieć realne marzenia, twardo stąpać po ziemi, powoli. Ale to cała ja. Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony. Live fast, die young. Po rozmowach z wieloma ciekawymi ludźmi, doszłam do wniosku czego tak na prawdę chce i będę starać się to osiągnąć, wraz z wieloma pobocznymi marzeniami. Wy jeszcze nie wiecie co to jest, ale obiecuję, że Was nie zawiodę :)

Ostatnio jesienną porą "lubię się schować na jakiś czas" więc zaczęłam odnawiać pewne tytuły filmowe. I cztery z nich, którą bardzo lubię, chciałabym Wam polecić.


Genialna ekranizacja ukazująca życie sławnego artysty jazzowego, bluesowego, który swoją karę rozpoczął w latach 50tych. Każdy kojarzy go z tego, że był ślepy, ale nie każdy zna jego prawdziwą historię. Nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi fanami takiej muzyki film "Ray" będzie dla was niezwykłą przygodą.
Prince ze swoją piosenką "Purple Rain" zawsze był w moim sercu, do tego stopnia, że stwierdziłam, że mogłaby ona być grana na moim pogrzebie. Dlatego właśnie postanowiłam obejrzeć film o tym samym tytule. Fabuła nie jest zbytnio oryginalna (chociaż pewnie powiedziałabym co innego widząc ten film w roku premiery), ale muzyka i sama oryginalność Princa bardzo mnie przekonały. W szczególności przedostatnia scena jest jedną z moich ulubionych - obejrzyjcie przekonacie się o czym mówię :)

Johny Cash i jego historia. W tych kilku słowach możemy streścić o czym jest "Spacer po linie". Powiem szczerze, że mimo furory jaką w swoim czasie zdobył Cash ze swoją muzyką jakoś nigdy nie byłam do niej przekonana. Może po prostu country nie jest dla mnie - możliwie, ale zawsze byłam ciekawa tego filmu. I nie zawiodłam się. Genialna gra Joaquina Phoenixa, który jest przystojniejszy niż Cash w rzeczywistości (no tak Kudła tylko o jednym) i jego filmowej partnerki Reese Wherspoon. Historia mnie urzekła i jestem pewna, że nie raz jeszcze wrócę do tego filmu.
Ostatni - mój faworyt. Choć nie jest to film biograficzny ani nie ma w nim sławnych gwiazd rocka. Ten film (a znam go od kilku lat) pomógł mi uwierzyć w marzenia. Nie będę streszczać wam jego fabuły, bo jest to bez sensu. Chcę wyrazić sentyment, który mam do tego filmu, do muzyki, pisania o niej - tworzenia. Dzięki temu filmowi chciałam kształcić się w kierunku dziennikarstwa muzycznego (i w sumie mi się to udaje!). Bez ściemy mogę powiedzieć, że jest to jeden z moich ukochanych filmów i nie wiem czy to się kiedykolwiek zmieni.   



Dzisiaj krótko i na temat. W następnych postach relacja z warszawskich wydarzeń kulturalnych z zeszłego  tygodnia. Dużo muzyki i wiele wiele uczuć jak to przystało na Kudłę. A teraz miłego dnia i do następnego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz