piątek, 30 sierpnia 2013

My little New York!


Jeden tytuł - SEX AND THE CITY. Historia Nowego Jorku, pozornie odległego. Mimo wszystko po tym jak wciągnęłam się w losy tych czterech kobiet, stwierdziłam, że nasz świat w Warszawie "prawie" niczym się nie różni. Coraz trudniej jest nam być w związkach, choć poszukujemy księcia z bajki jak główna bohaterka Carrie. Jeśli Kudła z wyboru odrzuca mężczyzn po to by być sama to coś jest tu nie tak! Czasami czuję się jak Carrie. Może przez podejście? Może dlatego, że jej przygody były równie "dramowe" jak moje? Nie wiem. Mam przyjaciółki , które bardzo kocham, przyjaciela bez którego nie mogę żyć i moje życie zmierza w dobrym kierunku, ale czy aby na pewno? Może też chciałabym być kiedyś taką bohaterką serialu? Pisać, bo to kocham, móc podążać za pasją, którą jest moda i fotografia. Ale mimo wszystko dla mnie Nowy York to taka wielka Warszawa, a życie nie jest wcale łatwiejsze :)

One title - SEX AND THE CITY. History of New York, seemingly distant. Still, after I pulled up in the fate of these four women, I found that our world is in Warsaw is "almost" the same. It's increasingly difficult to us to be in relationships, but we are looking for Prince Charming as the main character Carrie. If Kudla of her own choice rejects men in order to be alone then something is wrong! Sometimes I feel like Carrie. Maybe the approach? Maybe it's because of her adventures were as "drama" like mine? I don't know. I have girlfriends who I love very much, friend with whom I can't live my life and I'm moving in the right direction, but is it all? Maybe I would like to be this kind of caracter? Write, because I love it, to be able to follow the passion which is fashion and photography. But despite all this for me New York is such a big Warsaw, and life isn't easy at all :)

                                                         







Co mnie jeszcze inspiruje? Skomplikowana miłość Carrie i Ms. Big'a. Historia miłosna, która nie jest ckliwa. Jest wręcz przesiąknięta realizmem, problemami i flustracją. Jeśli WSZYSTKO jest idealnie to coś jest nie tak. Ale może księżniczka znajdzie swojego księcia?

 
Nie wiem dlaczego, ale ja tam ich uwielbiam. Mam nadzieję, że nie jestem jedyna. A dla Was moja ukochana piosenka, która znalazła się w soundtracku serialu. 



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Different city, same dreams.


Obiecałam ostatnio, że napiszę kilka słów o Łodzi, w której ostatnio zagościłam. Podobno "Łódź hipsterem miast". Zgadzam się z tą teorią. Pomimo tego, że jest ona stosunkowo szara, łączy ona w sobie pewną tajemnicę  i odrębność. Nie wiem czy mogę się wypowiadać w tej kwestii, ponieważ spędziłam tam zaledwie jeden dzień. W Łodzi głównym pasażem jest ulica Piotrkowska (ala Warszawskie Krakowskie Przedmieście). Nie ma jednak jako takiej starówki jak w Krakowie. Ulica jest długa, otaczają je cudowne kamieniczki, pełno na niej restauracji regionalnych, pubów i klubów. Ten mały trip odbyłam z dwiema przyjaciółkami i bardzo dziękuję, że mnie tam wyciągnęły na zakupy i małe zwiedzanie.

I promised last time, I would write a few words about the Łódź. Apparently the "Łódź hipster of cities". I agree with this theory. Although it is a relatively gray, it combines a mystery and individuality. I don't know if I can express myself in this matter, because I spent just one day there. In Łódz, the main passage is Piotrkowska. There is, however, as the old town and in Krakow. The street is long, it is surrounded by lovely old houses, full of its regional restaurants, pubs and clubs. This little trip had with two friends, and thank you very much for going there with me.

A oto właśnie Piotrkowska, a raczej jest sam początek. 



Na Piotrkowskiej możemy znaleźć bardzo dużo pomników Juliana Tuwima. Każdy ma ten sam kształt lecz jest zupełnie inaczej pomalowany. I każdy oddzielnie ma symbolizować wybrany wiersz Tuwima. Pomniki były pomalowane przez studentów Łódzkiego ASP. Na prawdę robi wrażenie. 


                      Dwie piękne dziewczyny choć zupełnie inne. Ale wracajmy do naszej podróży.



Tuwim dotrzymywał mi towarzystwa na spacerze i chyba dobrze czułam się u jego boku (nie wnikajmy!)

REJ. Pomnik Mikołaja Reja cieszy się dużą popularność. Pióro które trzyma w ręce pociera się na wenę
i wyzwania pisemne, a nos? Chyba po prostu na szczęście. 



Tak to radiowóz rodem z Ameryńskich filmów lat 80. Nie wiem dlaczego akurat tam stał, ale jest to ciekawy widok. Nie przeniosłam się w czasie, ani nie przyjechał po mnie więc nie macie się o co martwić. 

Chyba najbardziej wyróżniająca się kamienica. Co tu się dziwić sama mieszanka kolorów - czerwonego i żółtego rzuca się w oczy. Zdobione balkony, okna, a do tego wszystkiego smoki ze złotymi brzuchami (to chyba brzuchy, albo jaja :) ). Na prawdę inspirująca i pomysłowa. 

W Łodzi jedzenie oraz picie w knajpach jest zdecydowanie tańszy niż Warszawie. Po męczącym dniu czas na małe piwo :)

Zmęczona kudła wraca pociągiem do domu. Oczywiście dziwnym trafem udało nam się zdążyć na ostatni pociąg do Warszawy, gdzie spotkałyśmy wielu ciekawych ludzi. Podróże Pkp czasami bywają bardzo zabawne. 
A teraz trochę nieoficjalnie i zdecydowanie NIE na poważnie.



Na koniec muzyka ode mnie. Od bardzo długiego czasu słucham już zespołu Band of Horses. Dla was chyba ich najbardziej znana piosenka. Mam nadzieję, że wakacyjne nastroje wciąż wam dopisują :)


czwartek, 22 sierpnia 2013

Dream, dream, dream.....

"Świat się zmienia,
Padają mury, otwierają się granice,
Teatr też się zmienia
Niezmienne pozostają tylko marzenia...
.... Marzenia młodych ludzi, nasze marzenia"
Musical Metro


A co jeśli marzenia się nie spełniają? Co jeśli chcemy przez całe życie, lub choćby przez jego część. A później stajemy i uświadamiamy sobie, że zostaliśmy z niczym. Jesteśmy nikim. Choć życie nas doświadczyło. Choć wiemy wiele tak w sumie nie wiedząc nic. Kiedy oglądamy przez całe życie ten sam fragment układanki ale nie potrafimy jej ułożyć. Chyba tak się czuję. Chyba trochę tak jest. Niespełniona aktorka, śpiewaczka, tancerka. Niespełnienie.... . 

Dla Was coś, co jest i będzie dla mnie ważne. Przez całe życie. (Nie udało mi się wstawić całości. Na You Tube znajdziecie całość)








Zdjęcia robione w Łodzi, przez moją najlepszą przyjaciółkę. Już niedługo relacja z podróży :)






sobota, 17 sierpnia 2013

Człowiek ssak.

Ach. Można by było dużo pisać o ludziach. Przeczytałam ostatnio (po raz drugi) opowiadania Marka Hłaski. Mam nadzieję, że wiecie kto to jest, a jak nie to wujek google zawsze jest z wami. W tym tomiku opowiadań znajduje się kilka różnych historii ludzkich, historii wzlotów, upadków, słabości i ułomności. Obiema rękami i nogami jestem za tym cudownym pisarzem i jego obrazem ludzkiej rzeczywistości i obrazu społeczeństwa. Mimo, że opowiadania mają około 40 lat i tak są aktualne. Mimo wszystko, mało się zmieniło.

Ah. I could write a lot about people. I read recently (the second time) the stories writed by Marek Hłasko. I hope you know who it is, and if you don't the uncle google is always with you. This is a volume of short stories, several different human history, the history of the ups, downs, weaknesses and frailties. Both hands and feet I am for this wonderful writer, and his picture of human reality and the image of society. Although the stories are about 40 years or so are up to date. After all, little has changed.


Dodatkowo kilka zdjęć z mojej ostatniej sesji. Zapraszam na mojego lookbooka :)



\





piątek, 16 sierpnia 2013

Pustota ludzka.

Ostatnio (no w sumie nie tak ostatnio) zdołowałam się czytając posty ludzi na facebooku, lub na innych portalach społecznościowych. Rozumiem, że każdy ma inne priorytety, aczkolwiek poświęcanie 100% swojego czasu (mimo, że są wakacje) na swój wygląd jest dla mnie psychicznym wstrząsem. Bo przecież znajomi, wyjazdy, hobby i nowe doświadczenia, nie są tak ważne, jak nowa (ale tania) maseczka do twarzy. Pragnę podzielić się z wami moimi przemyśleniami na ten temat. Ps. Za szczerość nie przepraszam.

Recently (well, all in all not so recently) I fell in suppl reading posts by people on Facebook, or other social networks. I understand that everyone has different priorities, but devoting 100% of their time (even though it is a vacation) to your appearance is a mental shock for me. After all, friends, trips, hobbies and new experiences aren't as important as the new (but cheap) face mask . I would like to share with you my thoughts on this subject. Ps. I won't apologize for my honesty.


Kiedy kupiłam nowe buty na koturnie:

Kiedy nie wiem jaki kolor szminki wybrać:

Kiedy zepsuła mi się prostownica:

Kiedy goliłam nogi i się zacięłam:

Kiedy widzę, że na mojej twarzy pojawił się pryszcz: 

Kiedy uświadomiłam sobie, że nie mam faceta:

Kiedy skończyła mi się maseczka, a dzisiaj niedziela:

Mam dosyć innych ludzi, bo po co mi oni:

Kiedy zamówiłam nowe serum na końcówki:

Kiedy dowiedziałam się, że mój znajomy zjadł mięso: